Obecność

jeszcze wczoraj twój ślad
odciśnięty na łyżce zupy
leżał na stole
te same linie papilarne
z niedomkniętej szafy
miękko znaczyły skórę głowy
broniły by nie spadł
najskromniejszy włos

teraz patrzysz na mnie
mętnym płytkim wzrokiem
rozchylasz jedynie swoje rybie usta
i myśl mnie rozdziera
że w bezwładnej dłoni
gdy krzyk ciszę złamie
mnie nie ukołyszesz

Reklamy

Spotkanie

Znów cię odwiedzam:
leżysz cicho, rozmyślasz
jak bardzo opuścił mnie Bóg.
Skapuje na Ciebie mój dzień,
kwaśny smak przywołuje grymas,
jakby w ustach pękał niedojrzały owoc.

Spoglądam za ramię-
razem z tłumem lekko przechylasz głowę:
‚Magdo zostałaś sama’.

Gdy cię odwiedzam,
leżysz cicho pokryty grudą ziemi.
Na świeżej warstwie przyklękam,
z oskrzeli wyrywam pęczek słów.

 

Zdjęcie użytkownika Porzeczkowe słowa- wiersze, poezja autorska.

bieszczady

źródlaną kroplą toczysz się chłodno
plecy obiegasz drażnisz mięsień ciszy
pod szorstkim językiem
kwaśniejesz jeżyną
w wargach miękko pękasz
sokiem z jagód płyniesz

jesteś jak w sekundę powstrzymany oddech
w przypadkowym nocnym
powitaniu z wilkiem
i gdy kładziesz głowę
wśród wetlińskich sosen
twoja szyja najpiękniej
ugina się
chyli

Zdjęcie użytkownika Porzeczkowe słowa- wiersze, poezja autorska.

w myślach

każdego ranka masywny kamień snu
lekko sczesuję usuwam z włosów
zakładam ciemne znoszone buty
metodycznym ruchem stawiam ciało na nogi

z błyszczącym sercem wokół nadgarstka
wyglądam elegancko z klasą jak co dzień
z reputacją gwiazdy
ludziom zdaje się że znają mnie nawet w nocy

jedynie na kilka sekund przy głębszym spojrzeniu
można dostrzec kilka prawd o mnie
w myślach żalę się matce na miękkim kolanie
załamuję ręce błagam o jeszcze jedno życie
a gdy nikt nie patrzy przy skrytej okazji
opatruję usta po kanciastych słowach

Jutro

jutro
miałbyś dwadzieścia cztery lata
i tyle piór na skrzydłach
ile matka dokleiłaby ci w drodze
na szczyty polskich gór

wspinalibyśmy się
w ciszy ostrych grani
dąłby nam w uszach
krzyk górskich potoków

na białej halce kładłbyś
jak sasanki-
pukle swoich włosów

tyle krwi rwałoby brzegi
w turniach niosłoby się jedynie
echo szczytów, które zdobyłbyś
jutro

Prawda

gdy miałam sześć lat
matka czesząc mi włosy
przed snem czytała
o miękkich sukniach
białych grzbietach koni

kilka zim później
w wygniecionej taniej sukience
zakładając plastykowy kolczyk
pytałam mamo gdzie jest życie
diamenty i bal

lekko pochylając głowę
unosiła kącik ust
w milczeniu jakby czekała
aż zrozumiem prawdę

nie mogłam wtedy wiedzieć
że pięćdziesiąt lat później
największym skarbem będzie
dziesięć pałeczkowatych palców
które drżąco przynoszą herbatę
wstrzymują burzę chronią przystań
na zakrętach wskazują znak
tam idź
podtrzymam cię
poranną dłonią

Zjawisko

dwa słowa ‚jesteś zjawiskiem’
gładzą chmury
błyskiem tożsamości znaczą twarz

staję się cięższa mam twarde stopy
do mocnego stąpania po brudnej ziemi
w oczach rozciąga się jedna strofa

jestem kimś osobą w pełnym wymiarze jeden na jeden
ludzie na ulicy dostrzegają mój krok
mam usta mówię istotne słowa

jesteś zjawiskiem
rzucasz lekko jak najprostszą prawdę
gradobiciem słów
rozbijasz twardą skorupę dnia

wreszcie sobą

na którym szczycie zdobytym
drodze uklepanej
pod jakim zasadzonym drzewem
stanę lekko
z blizną w pół łydki
bruzdą na policzku
postawię jeden niezmącony krok

ustami spękanymi od wstrzymanych słów
krzyknę dzień dobry życie
jestem Magdą
trzymam roztrzaskane berło
na głowie zakręca się sto trzeci siwy włos

gdzie stanę sauté
dwudziestopięcioletnim tchem
będę mogła rzucić
najodważniejsze wyznanie
wreszcie jestem sobą

Sen

dobrze się z tobą śpi
twoje ramiona bezkresne duże
dobrze się z tobą śpi
i nawet jeśli się budzę
leżysz i jesteś
pościel pachnie po twojemu
dobrze się z Tobą śpi
i nawet nie wiem czemu

Afrykańskie matki

Afrykańskie matki dzielą maniok
każde dziecko dostaje korzeń
białą soczystą ucztę
kwiecisty materiał na nadto okrągłych brzuchach
odwraca uwagę od kilku ziaren kropel
których za mało

czy wypełnisz usta
kobiety z testamentem w dłoni
na dole dwie kreski podpis
ten dokument jest krzyżem
dziecko z obrzękłym językiem dyszy cicho
komu da majątek
dwa garnki pełne ziaren piasku
przewiąże chustą
spękanymi dłońmi strąci dwie słone strugi wody
w czarny twardy ląd